O poczuciach

Kiedy otwieram notes, zwykle nie wiem jeszcze, o czym będę pisać. Niby głowa ma na siebie jakiś pomysł, ale palce i tak zawsze zdają się podążać za sercem.

Pisanie jest moją podróżą w stronę myśli, które na co dzień skrywam z dala świadomości, chowając je na tyle głęboko, żeby ciężko było w jakikolwiek sposób po nie sięgnąć. Kiedy jednak siadam sama ze sobą, często okazuje się, że przy odrobinie zaufania własnej intuicji moje koncepcje, plany i refleksje z łatwością dają się słowami wydobywać na powierzchnię.

Dzisiaj wyrazy układane w zdania udowadniają mi, że myślę o Poczuciu. O Poczuciu, które mówi mi, że gdzieś mnie ciągnie. Ludzie często starają się pozbywać się takich Poczuć. Szczególnie, jeśli krzyczą o to, żeby gdzieś z czymś ruszyć albo czegoś dotknąć.

Całe moje doświadczenie podpowiada jednak, żeby się z tymi Poczuciami zaprzyjaźniać. Żeby wyciągać je spod powierzchni znanych, choć uwierających. Żeby nie przekonywać się, że jest dobrze słowami “nigdy nie będzie idealnie”. Żeby nie nakrywać swojej intuicji starą, porozrywaną kołdrą, która tylko we wspomnieniach i reklamach idealnie spełniała swoją funkcję.

Poczucia trzeba oswajać i powinno się o nie troszczyć. Jeśli nie będziesz o nie dbać, to w pewnym momencie one same zadbają o to, byś poczuł_a je dużo mocniej. Być może wtedy wcale się nie zdziwisz. Pomyślisz sobie tylko, że przecież już dawno wszystko przeczuwałeś_aś.

Poczuciom powinno się przyglądać i pytać, skąd do nas przyszły. A jeśli przez długi czas nie odchodzą, to przyjmować je z całym dobrodziejstwem inwentarza i odchodzić razem z nimi, jeśli wyraźnie sprawią, że nieustannie o czymś myślisz.

Poczuć nie należy się bać. Każda zmiana jest kryzysem, ale nawet najmniejsza może okazać się na lepsze. Im bardziej zaufasz temu, o czym życzliwie dla siebie myślisz, tym światu łatwiej będzie spiskować na Twoją korzyść i wyciągać do Ciebie ręce.

Leave a Reply