Trawa, jezioro i słońce

A gdyby okazało się, że wszystko to, co robisz/piszesz/mówisz, z największą intensywnością wpływa przede wszystkim na Ciebie?

Zrobiłam to. Po raz kolejny pojawiłam się w sieci anonimowo. Stworzyłam profil, na którym udawałam kogoś innego tylko po to, żeby chociaż przez chwilę poczuć się w pełni sobą. Pisanie ze świadomością, że mogę wszystko wcale nie sprawia, że nagle to robię, ale zdecydowanie wydobywa ze mnie to, co (nie wiadomo czemu) wcześniej wydawało się być zbyt wysoko, żeby po to sięgnąć.

Ponad tydzień temu zamieniłam mieszkanie w centrum Warszawy na drewniany domek na wsi, która ma około tysiąca mieszkańców (na moim osiedlu w jednym wieżowcu jest mniej więcej tyle mieszkań).

Odkąd tutaj jestem, z jednej strony czuję się bardzo spokojnie, szczęśliwie i beztrosko, a z drugiej wielokrotnie robi mi się bardzo dziwnie. Chyba właśnie dlatego, że jest mi tak przyjemnie. Moje myśli z trudem przyzwyczajają się do perspektywy, w której / oprócz zdrowia, szczęścia i obecności / wcale nie chodzi o nic więcej.

Nagle odcinam się od wszystkiego. Jest trawa, jezioro i słońce. Jest ręka, która trzyma mnie za rękę. I są książki. A w głowie świszcze i szeleści mi pytanie / dlaczego / ?

Dlaczego jest mi tak dobrze?
Dlaczego w myślach krąży mi ucieczka z internetu?
Dlaczego mimo wszystko nie przestaję pisać?

Czego szukam?



Przez wiele lat żyłam ze świadomością, że powinnam wzbudzać zachwyt; że mam być Kimś przez duże K; że zasługuję na coś wyjątkowego, bo jestem wyjątkowa. Ale teraz / tutaj / wśród śpiewu ptaków / dociera do mnie, że najbardziej na świecie chcę chłonąć codzienność i żyć w zgodzie z tym, co sprawia mi największą frajdę (a nie z tym, co mogłoby się wydawać, że by sprawiało).

Mam już ponad pięćdziesiąt lat i coraz częściej uczestniczę w przyjęciach z okazji sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych urodzin. Jeżeli jesteś młodszy ode mnie i nie masz zbyt często do czynienia ze świętowaniem tak dużych okrągłych rocznic, powiem ci, że w Norwegii w okolicznościowych przemowach z tej okazji najczęściej pojawia się taki oto cytat: “Przez wszystkie te dni, które przychodziły i odchodziły, nie wiedziałem, że to one są życiem”.

Cisza, Erling Kagge

Nagle okazuje się, że ja wcale nie potrzebuję nikogo przekonywać do moich racji – tak długo, jak sama się z nimi zgadzam. Nie muszę błyszczeć i mogę chodzić codziennie w brzoskwiniowym dresie, skarpetach i klapkach – jeśli tak czuję się najlepiej.

I jeśli dzisiaj moim highlightem dnia jest wyrwanie cebuli z ziemi, to chcę (bez rozkminki) ją sobie tutaj wrzucić.

Jestem zmęczona planowaniem, doprecyzowywaniem i tworzeniem wizerunku na potrzeby przedstawienia się światu w określony sposób. Bo świat nie dba.

Wszystko to, co robisz/piszesz/mówisz, z największą intensywnością wpływa przede wszystkim na Ciebie.

Dlatego chcę pisać tak, jakby nikt nie czytał, tańczyć tak, jakby nikt nie patrzył i wreszcie dotrzeć do punktu, w którym nie będę musiała udawać kogoś innego tylko po to, żeby móc przekonać się, o czym myślą moje myśli.


Zapraszam Cię serdecznie do wysłuchania najnowszego odcinka podcastu My Pink Bananas, w którym mówię o pytaniach – o tym, DLACZEGO są tak ważne w naszym życiu, DLACZEGO powinniśmy je sobie zadawać dużo częściej i DLACZEGO pytanie “DLACZEGO” jest tak ważne.

Leave a Reply