Gdybym mogła wszystko

Gdybym mogła wszystko, to nie musiałabym niczego. Robiłabym nam codziennie śniadanie, zachwycała się dniami i szukała chwil, które warto opisywać. Brałabym życie garściami, żeby potem na chwilę przysiąść z boku i móc bez przeszkód pozachwycać się ciszą.
 
Gdybym nie musiała niczego, to mogłabym wszystko. Dbałabym o swoich bliskim, czytała dużo książek i dałabym szansę regularnie oczarowywać się słowom. A na pytania „kim chcesz być za 5 lat?”, odpowiadałabym niezmiennie, że w pełni sobą.
 
Gdybym mogła wszystko, to wcale nie potrzebowałabym niczego. Wystarczająco dobrze spokojnie okrzyknęłabym mianem najlepszego. Wyrosłabym z perfekcjonizmu i zamiast ideałów, nauczyłabym doceniać się piękno prawdy.
 
Gdybym mogła pisać o wszystkim, to odnalazłabym siebie gdzieś przy chwiejącym się stole na środku ogrodu z kubkiem letniej kawy, opisującą codzienność.
 
Bo gdy(bym) nie potrzebowała niczego, to nagle okazało(by) się, że ma(m) wszystko.

Leave a Reply