Moja przyjaciółka leczy się psychiatrycznie

Od kilku dni boli mnie ósemka. W ciągu ostatniego tygodnia byłam dwa razy u dentysty, dostałam kilka zastrzyków, preparat uśmierzający ból i receptę na dodatkowe leki (tak na wszelki wypadek, gdyby sytuacja się nie poprawiała). Nie przepadam za przyjmowaniem tabletek, ale jeszcze mniej lubię, kiedy coś mnie boli, dlatego w związku z nieustającym poczuciem dyskomfortu, zaczęłam brać antybiotyk. Wczoraj musiałam wyrwać zęba.

Teraz małymi kroczkami dochodzę do siebie i mimo że nadal boli, to pocieszam się faktem, że najgorsze już za mną. Przypominam sobie, jak jeszcze kilka dni temu musiałam wyjsć z pracy, żeby pójść do apteki, bo przeszywający ból nie pozwalał mi normalnie funkcjonować. Zamiast o marketingu, myślałam ciągle o ucisku w szczęce.

Moja przyjaciółka leczy się psychiatrycznie. Kilka miesięcy temu przeszła załamanie. Kiedy zapytałam ją ostatnio, co wtedy czuła, powiedziała mi, że kiedy to wszystko się działo, miała poczucie, jakby kompletnie nie potrafiła się pomieścić w swoich emocjach ani osadzić w rzeczywistości. “Tak jakby coś ścisnęło mnie niewidzialną liną, nie mogłam znaleźć rozwiązania dla żadnej sytuacji, byłam w miejscu bez wyjścia”.

Dla W. ostatnim ratunkiem okazał się specjalista. Kiedy przestała sobie radzić z bólem, który do tej pory próbowała uśmierzać “domowymi sposobami”, po raz pierwszy udała się do psychiatry, od którego oprócz cennej dawki wsparcia, otrzymała też receptę na leki, które miały pomóc jej powrócić do normalnego funkcjonowania. I mimo że obie wiemy, że tabletki nie są dla nas najlepsze, W. także zaczęła je brać.

*

W zasadzie symptomy miałyśmy bardzo podobne, oprócz tego, że trochę inaczej rozkładało się to w czasie i mnie bolało fizycznie, a ją psychicznie. Dlaczego w związku z tym ludzie tak bardzo różnie na nas reagowali?

Wiesz, co słyszy osoba po wzięciu tabletek na ból zęba? Że jej bliscy trzymają kciuki, żeby ból ustąpił, że będzie dobrze i żeby trzymała się ciepło.

Wiesz, co słyszy osoba, która bierze leki psychotropowe? Że nie powinna ich brać, bo zmieniają osobowość, że sobie wymyśla, że ich nie potrzebuje, że to są tabletki szczęścia. Często spotyka się z długą pauzą w słuchawce albo dziwnym, przestraszonym wzrokiem.

No faktycznie, wariatka na psychotropach, trzeba na nią uważać.

*

Tak jak pisałam wyżej, nie jestem fanką przyjmowania leków i oczywiście, że wolałabym pić sok z aloesu i zagryzać go bio pestkami dyni za każdym razem, kiedy mnie coś boli. Tylko że to tak nie działa i choroby trzeba leczyć. Jesteśmy obecnie w naprawdę komfortowej sytuacji, wiedząc, że na większość schorzeń są lekarstwa i marzy mi się, żebyśmy wszyscy mieli dostęp do tego, żeby z nich odpowiedzialnie korzystać. Przekonaliśmy się już na własnej skórze, co się stało ze światem, kiedy okazało się, że przyszła do nas choroba, z którą przez długi czas nie było wiadomo, co zrobić.

*

Po wpisaniu w Google frazy / tabletki psychotropowe /, na pierwszym miejscu wyskakuje zapytanie: “Czy leków psychotropowych rzeczywiście trzeba się obawiać?”, podczas gdy po wpisaniu frazy / tabletki na ból zęba /, od razu czytam: Skuteczne leki na ból zęba i silne tabletki przeciwbólowe mogą złagodzić ból i przywrócić komfort życia.

Tylko, że sytuacja wygląda w ten sposób, że tabletki psychotropowe mają dokładnie takie samo zadanie jak leki na ból zęba. ZŁAGODZENIE BÓLU I PRZYWRÓCENIE KOMFORTU ŻYCIA. A czasami nawet i tego życia uratowanie.

*
Próbowałaś_eś kiedyś ukroić pomidora tępym nożem?

Jeśli nie, to jesteś w grupie szczęśliwców, którzy prawdopodobnie mają w domu zestaw przyzwoitych narzędzi do zrobienia sobie porządnej kanapki.

Mi się zdarzyło. Pamiętam, jak przeprowadzałam się z domu rodzinnego do Warszawy i po raz pierwszy uświadomiłam sobie, jak wielu przyrządów kuchennych potrzebuję, żeby ugotować nawet najprostszy obiad. Że kuchnia to nie są tylko dwa kubki i dwa talerze, ale i durszlak, czajnik, garnek, obieraczka do warzyw, chochla i dzbanki.

Jasne, że mając same widelce i jedną patelnię, też da się coś przygotować. Powiem Ci więcej. Kiedy kilka lat temu wprowadziłam się do mojego mieszkania, przez pierwsze tygodnie w ogóle nie miałam kuchni ani ciepłej wody. Okazało się, że budynek, w którym zamieszkałam, w ogóle nie został oddany do użytku, a mnie nie powinno w nim być. Ale byłam. Ja, materac, cała masa kartonów i łazienka bez ciepłej wody. W kuchni tylko podłoga i puste ściany. Nie miałam lodówki, zlewu, szafek, piekarnika, płyty elektrycznej ani zamrażarki. Przeżyłam? Przeżyłam. Jedząc kilka razy dziennie wafle kukurydziane z masłem orzechowym. Przez jakiś czas było to nawet całkiem śmieszne.

Krótkie kryzysy są ok, ale permanentne funkcjonowanie bez dostępu do standardowych narzędzi nie byłoby już takie zabawne.

I jasne, że nawet nie mając narzędzi, mogą zrobić / ładny / obiad. Olbrzymim kosztem, ale mogą. Ba, mogą nawet zrobić mu / ładne / zdjęcie i wrzucić jej na instagrama, żebyś ty pod nosem mógł się ironicznie zaśmiać i pomyśleć sobie, że ktoś coś udaje (bo tak, faktycznie, publikacja czegokolwiek w social mediach jest do tego wystarczającym powodem, brawo).

Leki psychotropowe mają za zadanie ten ogromny wysiłek funkcjonowania trochę zmniejszyć; sprawić, że będzie na takim samym poziomie jak u każdego zdrowego psychicznie człowieka. Celem ich przyjmowania jest skorygowanie zaburzeń psychicznych i przysłowiowa pomoc w zrozumieniu, że rozsypanie mąki nie jest końcem świata.

Trzymając się metafory kuchni, powiedziałabym, że powinniśmy je raczej traktować jak porządną wyprawę do Ikei w celu zaopatrzenia osoby chorej psychicznie w standardowe pomoce do gotowania, aniżeli wystrzałem do kuchni Master Chefa z dostępem o wszystkich najlepszych maszyn świat i wiecznie pełnej spiżarni.

Pamiętajmy jednak o tym, że nawet najlepsze narzędzia nie są wystarczające do tego, żeby codziennie gotować pyszne dania tak samo jak branie leków nie jest wystarczające do tego, żeby wyjść z choroby. Tu nadal regularnie muszą pojawiać się chęci, zaangażowanie i ciężka praca.

*

Ja też długo tego nie rozumiałam. I nadal każdego dnia uczę się tego, że jeśli ktoś mi coś mówi, to nie po to, żeby zapytać, jak ja to widzę (chyba że pyta wprost), ale często po to, żeby po prostu podzielić ze mną się swoją historią i doświadczeniem. A moją rolą jako słuchacza jest być, uważnie słuchać i uwierzyć w jego punkt widzenia (nawet jeśli moja perspektywa może być zupełnie inna). Tyle.

I mimo że wielokrotnie jestem szalenie podejrzliwa i z natury raczej nie ufam ludziom, to marzy mi się, żebyśmy jednak byli bardziej uważni i częściej wierzyli w to, co od kogoś słyszymy.

Dokładnie w ten sam sposób, w jaki jesteśmy w stanie komuś uwierzyć, jeśli mówi nam, że nie może już wytrzymać z powodu bólu zęba.

Leave a Reply